Małgosia i Janek

Posted on

Zawsze staramy się napisać coś od siebie, tak żeby narzucić trochę światła na to co oglądacie. Przeważnie udaje nam się zmieścić w kilku zdaniach, ale w tym wypadku będzie ciężko. Ciężko bo działo się naprawdę sporo.

Jakoś tak ostatnio „nasze” wesela mają miejsce gdzieś na odludziu, w śród drzew i zieleni, tym razem było inaczej. Zaczęliśmy w mieście i w mieście zostaliśmy. Zaczęło się od przygotowań w Gdańsku na jednym z nowych betonowych osiedli. Potem piękna ceremonia przy akompaniamencie zespołu Selah. Wesele miało odbyć się w Gdyni, zawsze mamy spinę żeby być przed młodymi więc peżot uruchamia wszystkie możliwe dopalacze i sprężarki – ale nie tym razem. Gosia i Janek zafundowali sobie podróż na salę w prawdziwym, autentycznym, nieklimatyzowanym Cinquecento, jeżdżą nim na codzień (respect!). Więc luz blus – nikt się nie spieszył, nie trzeba ścigać się z cieniasem !

Wesele podzielone było na dwa etapy. Do godziny 18 przy weselnym obiedzie stołowali się tylko najbliżsi, następnie knajpa miała przerodzić się w imprezownie, dlatego też zafundowaliśmy sobie rekreacyjny spacer nad morze w zachodzącym słońcu (trzeba było przecież zrobić miejsce na parkiet!).

Potem juz tylko open bar, closed doors i party all night!
Takie wesela możemy robić codziennie (no dobra co drugi dzień, bo trzeba odespać!)

Po jakimś czasie przyszła pora na sesję ślubną. Rozpoczęliśmy od spaceru na plażę, tam okazało się, że jest jakaś rocznica lądowania i ktoś zapomniał swojego samolotu… czy coś takiego. Więc zrobiliśmy przy nim kilka kadrów, bo żal nie skorzystać (dziękujemy Gdynia Aerobaltic!) Gdy słońce było już wystarczająco nisko przyszedł czas na coś co zaplanowaliśmy już bardzo dawno – sesja boudoir ! Hotel, pokój na ostatnim piętrze, koniecznie od strony zachodu, butelka dobrego wina, kilka mało-śmiesznych dowcipów no i udało się!