Asia i Oskar | Wesele pełne emocji i tańce pod gołym niebem

Wzruszające przygotowania

W fotografii dokumentalnej najbardziej lubimy wyłapywać chwile ulotne. Takimi chwilami są momenty, w których udzielają się emocje. Stres, radość i przede wszystkim wzruszenia. Już na przygotowaniach widzieliśmy, że będziemy świadkami masy dobrych momentów, w stronę których będziemy mogli kierować nasze obiektywy. Asia z Oskarem przygotowywali się w grupie najbliższej rodziny i przyjaciół. Nie zabrakło całej gamy uśmiechów przeplatanych z nutką zdenerwowania, ale i też łez cieknących po policzkach. Były to oczywiście łzy szczęścia!

Ślub udzielony przez przyjaciela

W kościele również często natrafiamy na wiele emocji. Dominującą jest stres, każdy przecież bierze ślub pierwszy raz! Tym razem było inaczej. Kiedy Asia z Oskarem przekroczyli próg kościoła było już z górki. Ceremonii udzielał przyjaciel, który nie tylko wprowadził luźną rodzinną atmosferę, ale i mógł powiedzieć kilka pięknych słów na temat przyszłych nowożeńców. Kazanie brzmi zupełnie inaczej kiedy celebrant zna parę młodą osobiście. Wszystko to odbywało się w akompaniamencie zespołu składającym się z rodziny i przyjaciół, który był dodatkowym wsparciem.

Wesele w Karczmie „Pod Wygodą”

W „Karczmie pod wygodą” byliśmy pierwszy raz. Drewniana sala na uboczu, otoczona zielenią, z przestrzenią do spędzania czasu na świeżym powietrzu. Nie ukrywamy, że najlepszym atutem (jak dla nas) jest odległość od naszego miejsca zamieszkania. Nie minęło 15 minut od pożegnania się z Asią i Oskarem a my mogliśmy już leżeć w naszym domowym łóżku – to prawdziwy luksus w pracy fotografa ślubnego.

Sesja plenerowa w dniu wesela

To był na prawdę długi i słoneczny dzień. Słońce dawało tak niesamowicie, że z mini plenerem dla najlepszych efektów musieliśmy czekać, aż słońce zniży się dosłownie na kilka centymetrów nad horyzont. Temperatura trochę zelżała i mieliśmy kilka chwil przyjemnego wytchnienia i ciszy dla samych siebie. Po dziś dzień nie wiemy w sumie, kto był bardziej zalatany tego dnia, my czy oni. Powiedzmy, że był remis!

Tańce pod gołym niebem!

Nadążyć za tą dwójką (i w sumie tym wszystkim co się działo!) to był nie lada wyczyn. Teraz już po czasie możemy stwierdzić, że było to nasze najszaleńcze (?) wesele ever. To co się tam działo zbiło nas z planszy, a zbierać się musieliśmy dobry tydzień. Wjazd tortu, szaleństwo na parkiecie i pląsy pod gołym niebem to była po prostu czysta energia. Ciężko to ubrać w słowa. Dobrze, że przez cały czas robiliśmy zdjęcia i kręciliśmy film, na które zapraszamy Was poniżej!