Agnieszka i Marek | VILLA OMNIA

Posted on

Ślub w obrządku starokatolickim mariawitów

Jesteśmy z małego miasta i samo przemieszczanie się z punktu A do punktu B w Warszawie jest dla nas stresujące. Lubimy obserwować okolicę, drzewka i budynki a wszędzie dzieje się tyle, że nie sposób skupić się na na unikaniu pędzących samochodów i bezwzględnych tramwajów, które jeżdżą z zawrotną prędkością i tylko czyhają żeby Cię strąbić, a wszystko odbywa się na całej masie rond, skrzyżowań i serpentyn ekspresowych dróg. Więc jak dojeżdżamy na miejsce cali, zdrowi i na czas to cała reszta jest już z górki. Tym razem też by tak było gdyby nie fakt, że na dwie godziny przed ślubem Marek uświadomił nas, że cała ceremonia będzie odbywać się w obrządku w którym nigdy wcześniej nie braliśmy udziału i o którym nigdy nawet nie słyszeliśmy – Starokatolicy Mariawici. Drobny szczegół o którym zapomnieli wspomnieć wcześniej. Całą mszę byliśmy czujni niczym ważka, spodziewając się niespodziewanych atrakcji w niespodziewanych momentach. Na szczęście oprócz całej przysięgi na klęcząco, nakładaniu obrączek przez celebranta a potem wymianie między małżonkami nie było nic czego byśmy się nie spodziewali.

Wesele w Villa Omnia

Bardzo podobają nam się przestrzenie industrialne, hale poprzemysłowe i inne surowe sale. Dzięki ich surowości i braku „określonego” motywu przewodniego można w bardzo szybki sposób przerobić je na cokolwiek. Są elastyczne, takim właśnie miejscem jest Villa Omnia. Proste szare wnętrza, przeszklenia, betonowe posadzki. Pewnie nie jeden majster z chęcią wykorzystał by tą przestrzeń do składowania pustaków. Wystarczy jednak kilka prostych dekoracji, białych obrusów, trochę zieleni i całość nabiera kształtu. Z hali magazynowej robi się stylowa sala „weselna”. W dodatku wszystko na odludziu, otoczone zielenią i pięknym basenem.

Dmuchany flaming i 10 minut między zupą a głównym daniem

Kiedy mamy możliwości staramy się je wykorzystać. Podczas wejścia na sale nasze oko przykuł różowy dmuchany flaming smętnie dryfujący na powierzchni basenu. Od razu zapaliła nam się lampka na mini sesję. Jedyne pytanie – kiedy? Trafiło się więc okienko między zupą a dniem głównym, 10 minut, wystarczy. Szczególnie, że słońce zaczęło już chować się za horyzontem. Czy się udało? Zobaczcie poniżej 🙂

Wesele chill czy ostra impreza?

Z jednej strony lubimy wesela na luzie, gdzie prowadzący nie ingeruje zbytnio w to co dzieje się na sali. Z drugiej zaś strony czasem, aż za nadto nic się nie dzieje i (dla dobrych zdjęć chociażby) trzeba ludzi troszkę rozjuszyć. Wszystko zależy od towarzystwa, miejsca i pogody. Wesele Marka i Agnieszki było idealnym połączeniem tych dwóch stanów. Z jednej strony był luz, ludzie kręcili się po pięknej okolicy rozmawiając, drinkując i ciesząc się dniem. Dopełnieniem tego była kolacja w postaci grilla na świeżym powietrzu, gdzie można było sobie skompletować burgera i usiąść z nim w strefie chill pod gołym niebem.
Z drugiej strony, kiedy był czas na wygibasy na parkiecie wesele dało ognia! W ciągu jednego bloku muzycznego nazbieraliśmy tyle dobrego materiału ile na niejednym weselu zbieramy kilka godzin. Takich wesel prosimy wiecej!