KLUCZEM DO PONADCZASOWYCH ZDJĘĆ JEST POZWOLENIE SOBIE NA BYCIE OBECNYM.
Chcemy, żebyście oglądając zdjęcia przypominali sobie jak się wtedy czuliście. Przywoływali w pamięci te nerwy, które czuliście na kilka minut przed wejściem na ceremonię, radość po udanym pierwszym tańcu, wybuchy śmiechu z przyjaciółmi z dzieciństwa....
Te spontaniczne, naturalne momenty nie mogą zostać zaplanowane, a kiedy wszystkie się połączą powstanie zupełnie niepowtarzalna historia – historia odzwierciedlająca Was, Waszych bliskich i Wasze wspólne życie.
CO BĘDZIE ISTOTNE ZA 20 LAT?
Kiedy pozwolicie sobie naprawdę przeżywać wszystkie emocje tego dnia, ponadczasowe zdjęcia pojawią się naturalnie. My będziemy nie tylko obserwatorami. W odpowiednich momentach Was pokierujemy - będziemy świadkami, uczestnikami i wsparciem, w innych będziemy niewidoczni, dając Wam przestrzeń, w której będziecie mogli przeżyć w pełni Wasz Dzień.
On zjechał pół europy na rowerze. Ona zakochała się w nim nie znając go, słuchając opowieści od jego przyjaciół. Wzięli ślub w plenerze, na skraju lasu z widokiem na polanę. Ceremonię prowadziła siostra Czarka, a potem tańczyli przy świetle księżyca i blasku kuli dyskotekowej...
On zachował deskę z pomostu, na którym pierwszy raz się pocałowali. Na drewnianym parkiecie odtańczyli też swój pierwszy taniec, otoczeni bliskimi w ciepły, wrześniowy dzień, podczas tego plenerowego wesela. Całość dopełniła żółta Supra, która pomrukiwała sobie radośnie stojąc pod namiotem, chociaż pewnie widząc to wszystko nasze pomruki aprobaty były głośniejsze...
Ona od początku wiedziała, że nie wyjdzie za Polaka. Trafił się On, który sprawił "tears of joy on her beautiful policzki". Następnie zaprosili najbliższych do starej cegielni, żeby mogli posłuchać jak wyznają sobie wieczność, a potem wspólnie pili czeskie piwo i podziwiali polskie morze.
Definicja "dobrać się jak w korcu maku" nabiera nowego znaczenia dla tych, którzy ich znają. Są ze sobą tak długo, że mało kto pamięta czasy, kiedy ta dwójka egzystowała jako oddzielny byt - tak przemawiał świadek podskakując z radości na ich weselu. Tego dnia jedynym sposobem na pozbycie się uśmiechu z twarzy było wgryzienie się w jedną z turlających się tu i ówdzie cytryn.